Aktualności

II Walny Zjazd PF i III Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Londynie

II Walny Zjazd Patriae Fidelis
II Walny Zjazd Patriae Fidelis

1 marca to od kilku lat narodowy dzień pamięci Żołnierzy Wyklętych. O polskich partyzantach pamiętają jednak nie tylko rodacy nad Wisłą, ale również poza granicami kraju. W tym roku stowarzyszenie Patriae Fidelis po raz trzeci zorganizowało marsz ulicami Londynu poświęcony tym niezłomnym bohaterom. Szczęśliwie złożyło się tak, że dzień ten wypadł w niedzielę, czyli najlepszy z możliwych dni tygodnia dla realizacji tego typu przedsięwzięć. Zanim jednak do tego doszło, w sobotę miał miejsce II Walny Zjazd stowarzyszenia. Wzięli w nim udział nasi członkowie oraz sympatycy z całej Wielkiej Brytanii. Poza tradycyjnymi punktami towarzyszącymi tego typu wydarzeniom, czyli wybieraniem takich ciał organizacyjnych jak zarząd czy sąd koleżeński, mieliśmy również okazję wysłuchać kilku ciekawych przemówień zaproszonych gości.

Zjazd otworzył prezes Jerzy Byczyński, który krótko podsumował mijający rok przez pryzmat działalności Patriae Fidelis. Tradycyjnie wspomniał on o potrzebie jednoczenia się brytyjskiej Polonii, która poprzez liczne niesnaski i kłótnie nie jest w stanie na dłuższą metę uzyskać słyszalnego głosu w tutejszej przestrzeni publicznej oraz polityce. Po nim na kilka słów na mównicę wstąpił Andrzej Rygielski – polski działacz społeczny, który na własnej skórze przekonał się o aktach dyskryminacji mniejszości polskiej w Anglii. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, jednak długo nie mógł znaleźć zrozumienia wśród istniejących dotychczas organizacji polonijnych. Ostatecznie trafił na informacje o istnieniu naszego stowarzyszenia, gdy w ubiegłym roku organizowaliśmy demonstrację pod parlamentem brytyjskim (sprawa pobicia motocyklisty z polską flagą na kasku). W ten sposób doszło do zaproszenia pana Andrzeja na Zjazd do Londynu. Następnie głos zabrał Tadeusz Płużański – historyk i publicysta specjalizujący się w tematyce związanej z tymi, którym ten weekend był poświęcony, a także prezes fundacji „Łączka”, zajmującej się odszukiwaniem i identyfikowaniem ofiar zbrodni komunizmu. Choć nasz gość mógłby opowiadać godzinami, tego dnia jego wykład ograniczył się do bycia swego rodzaju preludium do otwartego przemówienia zaplanowanego w Ognisku Polskim po Marszu nazajutrz. Było więc pokrótce o bohaterach takich jak Witold Pilecki czy Józef Franczak „Lalek” oraz o tych, którzy siłą wdrażali nowy ustrój w powojennej Polsce, wydając na tych pierwszych wyroki śmierci. Mowa tu była głównie o postaciach związanych z Wielką Brytanią, jak żyjący do dziś w Leeds Zygmunt Bauman czy zmarła w 2008 roku i pochowana w żydowskiej kwaterze Wolvercote Cemetery w Oksfordzie Helena Wolińska (Fajga Mindla).

Następnie gorąco powitaliśmy przybyłą do nas aż ze Lwowa tamtejszą działaczkę polonijną oraz redaktor naczelną Polskiego Radia Lwów – Marię Pyż-Pakosz. Jej przemówienie miało za cel oczywiście przybliżyć wszystkim problemy, z jakimi na co dzień zmagają się Polacy na ziemiach utraconych i wchodzących obecnie w skład Ukrainy. Nie mogło tu zabraknąć poruszenia tematu ludobójstwa wołyńskiego oraz bałwochwalczego stosunku dzisiejszych władz ukraińskich do jego sprawców. Pani Maria z nieukrywanym smutkiem skomentowała obecną politykę polskich władz, które bezrefleksyjnie i z zawziętością godną wyższej idei angażują się w konflikt we wschodniej Ukrainie, dodając, że zupełnie nie przynosi to ani poprawy sytuacji naszych rodaków na wschodzie, ani nawet w ogólnym stopniu nie przyczynia się do poprawy postrzegania nas przez Ukraińców. Wspomniała przy tym o fasadowości i pozoranctwie tych działań podając przykład pokazowej ewakuacji 170 Polaków z Donbasu, a w zasadzie osób przedstawionych jako takowe. Przy bliższym przyjrzeniu się tej akcji okazało się mianowicie, że większość z nich nie miała nawet Kart Polaka i nie mówiła po polsku. Tymczasem 4 tysiące faktycznych naszych rodaków w Donbasie żadnej realnej pomocy nigdy na oczy nie ujrzało. Prezes tamtejszego polskiego stowarzyszenia, pani Irena Erdman, jest niejednokrotnie opluwana w polskich mediach i przedstawiana jako prorosyjska separatystka, tylko dlatego, że nie wpisuje się w ten niezrozumiały dla nikogo pęd do bezinteresownej pomocy Ukrainie. Niezrozumiały w każdym razie dla tych, na których powinno nam w całej tej sytuacji zależeć najbardziej – ukraińskich Polaków. W dalszej części wypowiedzi została krótko scharakteryzowana działalność stowarzyszenia Razem Dla Kresów, które powstało na bazie istniejącego już wcześniej Stowarzyszenia Sympatyków Pogoni Lwów. Zajmuje się ono odnawianiem i utrzymywaniem polskich miejsc pamięci na ziemiach Galicji Wschodniej, Wołynia i Podola. Jednym z obecnie prowadzonych przez stowarzyszenie działań jest renowacja cmentarza i kościółka w Wielkim Kłodnie pod Lwowem. Tzn. jeszcze w sobotę, podczas opisywanego wystąpienia, pozostawała ona z braku środków jedynie w sferze planów, jednak niedzielna zbiórka przeprowadzona podczas Marszu pod pomnikiem przerosła nasze oczekiwania, pokazała jak wiele Kresy znaczą dla Polaków i ostatecznie zamknęła temat pustej skarbonki w przypadku tego projektu. Dzięki hojności uczestników uroczystości prace restauratorskie ruszą w Wielkim Kłodnie już wkrótce, za co niezmiernie wszystkim darczyńcom dziękujemy! Po skończonym przemówieniu pani Marii posypał się grad pytań skierowanych w jej stronę, co jest tylko potwierdzeniem wspomnianego powyżej ogromnego zainteresowania nas wszystkich tym co dzieje się na wschód od Bugu.

Sergiusz Papliński
Sergiusz Papliński

Wśród gości na sali obecny był również człowiek wyjątkowy. Partyzant ze zgrupowania jednej z legend podziemia niepodległościowego, Antoniego Hedy „Szarego” – Sergiusz Papliński „Kawka”, w późniejszych latach powojennych malarz. Ponieważ jest on osobą niezwykle skromną i unikającą blasku fleszy, pierwotnie zdecydowanie deklarował, że nie będzie tego dnia przemawiał. Jednak po usilnych namowach Jurka i niemal błagalnych spojrzeniach pozostałych obecnych ostatecznie zdecydował się opowiedzieć nam kilka barwnych historii. Mogliśmy zatem posłuchać o odbiciu go przez kolegów pod komendą „Harnasia” i „Szarego” z więzienia UB w Radomiu. Akcja ta miała miejsce 9 września 1945 roku i była… prezentem urodzinowo-imieninowym przygotowanym dla niego, gdyż obie te okazje wypadają akurat tego dnia! Pan Sergiusz uchylił rąbka tajemnicy na temat okoliczności jego wstąpienia do leśnej partyzantki. Gdy jako nieopierzony młokos zjawił się w oddziale, „Szary” i „Krzyk” spojrzeli na niego z politowaniem, mówiąc: „Nie bierzemy dzieci”. W młodym chłopaku zagotowała się krew. Odparł, że może i w walce wręcz póki co nie dorówna starszym kolegom, ale niech mu tylko dadzą broń do ręki, to wszyscy zobaczą, kto jest lepszy! Dlaczego został „Kawką”? Tego również mogliśmy się dowiedzieć w sobotę. Podczas gdy żołnierze siedzieli w lesie głowiąc się nad pseudonimem dla nowoprzyjętego nastolatka, zjawił się koło nich ptak. „Szary” z „Krzykiem” ustalili, że jest to właśnie kawka i taką ksywę nadali młodemu. Do rangi małego symbolu urosła więc ubiegłoroczna wizyta pana Sergiusza pod pomnikiem Żołnierzy Wyklętych w Radomiu, podczas której ponownie przyleciała i usiadła na pomniku kawka. Zanim pozwoliliśmy naszemu gościowi spocząć, prezes Byczyński poprosił go o zgodę na zostanie honorowym członkiem naszej organizacji. Pan Sergiusz nie wyraził sprzeciwu, co spotkało się z burzą oklasków wszystkich zgromadzonych.

Ostatnią przemawiającą osobą był regularnie jeżdżący na nasze spotkania wraz z kolegami z Bristolu pan Jacek Andrzej Tarnowski. Pochodzi on z Ziemi Świętokrzyskiej, którą do dziś się fascynuje. Stąd jego wystąpienie bezpośrednio po „Kawce” było okazją do całej masy nawiązań do wypowiedzi poprzednika. Okazało się, że obaj panowie mieli nawet wspólnych znajomych, m.in. wśród partyzantów. Po wstępie, będącym afirmacją Gór Świętokrzyskich, pan Jacek przeszedł do sedna, tj. do przedstawienia koncepcji zorganizowania obozu letniego w tychże górach. Trasa łączyłaby zarówno wątki historyczne, w tym związane z Żołnierzami Wyklętymi, jak i geologiczne oraz inne. Propozycja na chwilę obecną jest wstępna i pozostawia duże pole do planowania, jednak brzmi bardzo ciekawie i z pewnością niejeden z nas latem skusi się na taki wyjazd.

W ten oto sposób Zjazd dobiegł końca. Dość długo jeszcze trwały rozmowy, dyskusje, sesje fotograficzne z naszymi gośćmi, po czym wszyscy udaliśmy się do pobliskiego pubu zaspokoić głód i pragnienie.

Kolejnego dnia przed godziną 12 w okolicach stacji metra South Ruislip zaczęły gromadzić się setki osób z biało-czerwonymi flagami i… nie tylko. Jak zwykle bowiem przy takich okazjach mogliśmy liczyć na wsparcie zaprzyjaźnionych Węgrów oraz Szwedów, za co niezmiernie im dziękujemy! Pogoda była dla nas bardziej łaskawa, niż w ubiegłym roku – praktycznie cały czas świeciło słońce. Na starcie marszu zgromadziło się prawie 400 osób. Tradycyjnie, bardzo duży odsetek uczestników stanowili kibice różnych klubów sportowych. Co ciekawe, oprócz ekip reprezentujących polskie miasta, po raz pierwszy pojawili się na naszej manifestacji oflagowani sympatycy siatkarskiej Polonii Londyn, na co Jerzy Byczyński zwrócił uwagę podczas swego późniejszego przemówienia, dziękując im za przybycie. Warto dodać o godnym pochwały podejściu policji do Marszu. Po ubiegłorocznej demonstracji, a także innych organizowanych przez nas wydarzeniach, przekazała ona po prostu komunikat stwierdzający, że ma już do nas wystarczająco duże zaufanie i jej obecność na trasie Marszu oraz pod pomnikiem nie będzie potrzebna. Straż Marszu jak zwykle utworzyliśmy spośród własnych szeregów i uprzedzając fakty powiem, że całość przebiegła bez najmniejszych incydentów. Nie trzeba być doktorem socjologii, by mieć pojęcie, jak obecność policji działa na uczestników wszelkich manifestacji czy imprez masowych i wiedzą o tym również w Polsce. Wiele z nich miałoby dużo spokojniejszy przebieg właśnie bez udziału policji, ale o czym wtedy mogłyby trąbić media, w czasie gdy rząd po raz kolejny np. podnosi wiek emerytalny?

Przemówienia pod pomnikiem Polish War Memorial
Przemówienia pod pomnikiem Polish War Memorial

Punktem kulminacyjnym obchodów były wystąpienia pod pomnikiem poświęconym polskim lotnikom – Polish War Memorial. Tę część otworzył prezes Byczyński dziękując wszystkim za przybycie. Jego przemówienie przypomniało nam sylwetkę rotmistrza Pileckiego, ale także w ogólny sposób traktowało o pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zwrócił uwagę, że trzeba o nich mówić nie tylko 1 marca, przy takiej okazji jak ta, ale w przeciągu całego roku, bowiem dopiero wówczas można realnie oddziaływać na rząd, na organy władzy państwowej. Wspomniał, że ci partyzanci całe dziesięciolecia przeleżeli gdzieś w bezimiennych dołach, by teraz powoli odkrywać swoje historie dzięki takim ludziom, jak choćby nasz gość Tadeusz Płużański. Mówił o tym, że należy dążyć do przewartościowania autorytetów wśród młodzieży i ogólnie całego społeczeństwa, tak by stały się nimi osoby pokroju „Inki” czy „Nila”, a nie jacyś puści celebryci wylansowani w telewizji. Wspomniał też, że gdy gościł pod pomnikiem z jednym zaledwie kolegą w 2011 roku, gdy święto żołnierzy podziemia antykomunistycznego dopiero co zostało powołane do życia, nie mógł przypuszczać, że te obchody rozwiną się tak wspaniale. Następnie oddał głos piszącemu te słowa.

Moja wypowiedź dotyczyła postaci, która jest mi najbliższa, i której historię staram się odkrywać nie tylko na kartach książek lub stron internetowych, ale także aktywnie podróżując w miejsca, gdzie żyła czy bywała. Mowa o Danucie Siedzikównie, czyli sanitariuszce „Ince” z V Brygady Wileńskiej. Przybliżyłem dzieje jej losów zaczynając od przedstawienia sylwetek wspaniałych rodziców, którzy ukształtowali w niej patriotyczne postawy. Wspomniałem o dwóch zsyłkach ojca w głąb Rosji – najpierw carskiej, a później radzieckiej oraz o zakatowaniu matki przez Niemców i jej śmierci w niewoli we wrześniu 1943 roku. Wreszcie przyszedł okres przysięgi i walki samej Danki, aż do jej śmierci w Gdańskim więzieniu przy ulicy Kurkowej w dniu 28 sierpnia 1946 roku. Najważniejszą jednak informacją, którą się podzieliłem, była ta najświeższa, pochodząca raptem sprzed kilku godzin. Otóż rano podano do publicznej wiadomości, że zespół doktora Krzysztofa Szwagrzyka na podstawie pobranego wcześniej materiału genetycznego rodziny zidentyfikował szczątki „Inki” oraz rozstrzelanego razem z nią Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, również z oddziałów Łupaszki. Informacja ta spowodowała burzę oklasków wśród uczestników obchodów.

Kolejnym mówcą była Maria Pyż-Pakosz ze Lwowa. Tematyka była oczywiście kresowo-lwowska, a jej treść mocno zbliżona do tej z poprzedniego dnia w ramach Walnego Zjazdu, stąd nie ma potrzeby ponownego rozwijania całości, która została już opisana powyżej. Podobnie jak w sobotę, pani Maria była zasypywana pytaniami przez podchodzące do niej osoby, którym Gród Lwa jest bardzo bliski. Przy okazji jej wystąpienia nasz kolega działający również w strukturach Stowarzyszenia Sympatyków Pogoni Lwów, Michał Czwórnóg, zaapelował o datki na wspomnianą wcześniej renowację zespołu cmentarno-kościelnego w Wielkim Kłodnie na Ziemi Lwowskiej. W ten sposób udało się zebrać blisko 900 funtów, które w całości zostaną przeznaczone na powyższy cel, a raporty i zdjęcia dokumentujące postęp prac renowacyjnych będziemy starali się na bieżąco wrzucać na nasz facebook-owy profil.

Nasz kolega Dawid z Manchesteru przybliżył sylwetkę por. Kazimierza Żebrowskiego „Bąka” – ostatniego komendanta białostockiego NZW, który przysiągł walczyć z komunistami do ostatniego naboju. Niestety, słowa te miały ziścić się co do joty… Teofil Lipka, gospodarz, u którego się ukrywali, tak wspominał ostatnie chwile Komendanta:

‘(…) „Bąk” z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich. „Konar” (syn „Bąka” – przyp. MM) zachwiał się, krzyczy: Tato! Jestem ranny – i zwalił się na ziemię. „Bąk” zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się, przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą, żeby przestał się bić. „Bąk” strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.’

Wystąpienia Dawida oraz Kasi z londyńskiego oddziału Patriae Fidelis, opowiadającej historię ostatniego partyzanta – Józefa Franczaka „Lalka”, były ostatnimi podczas tegorocznych obchodów. Chętni mogli powrócić do centrum, by wysłuchać wykładu Tadeusza Płużańskiego w Ognisku Polskim. W ten sposób dzień Żołnierzy Wyklętych w Londynie dobiegł końca. Dziękujemy wszystkim za wzięcie udziału w uroczystościach. Cześć i chwała Bohaterom!

Marcin Majchrowski

Zapraszamy do obejrzenia filmików z obchodów:

1. Marsz

http://www.youtube.com/watch?v=xDrx4WN1BM4 – filmik z obchodów.
2. Apel Poległych

http://www.youtube.com/watch?v=aOmsWP1zEpc – filmik z obchodów.