Aktualności

Marsz Niepodległości 2014

Marsz Niepodległości 2014 #111 listopada 1918 roku rozejm w Compiègne ostatecznie przypieczętował klęskę Cesarstwa Niemieckiego w ogólnoświatowym konflikcie zbrojnym, któremu po latach, w wyniku dalszego burzliwego splotu wydarzeń XX wieku, nadano miano pierwszej wojny światowej. Dla nas, Polaków, najistotniejszym postanowieniem podpisanego w kolejowym wagonie układu był punkt mówiący o konieczności wycofania wojsk niemieckich z terytorium byłego Imperium Rosyjskiego, a więc również z ziem polskich. Wieść o tym w okamgnieniu dotarła do Warszawy powodując wybuch euforii na skalę nieznaną chyba w całej dotychczasowej historii polskości.
Świętowali wszyscy – ci z prawej i ci z lewej strony politycznego spektrum. Jędrzej Moraczewski, przewodniczący pierwszego organu rządowego – sformowanego zaledwie tydzień później mocno lewicowego Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej tak opisywał ten dzień:

„Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze.”

Następnie w czerwcu kolejnego roku postanowienia z Compiègne zostały przypieczętowane w Paryżu, gdzie ostatecznie podpisano Traktat Wersalski. Jednak to właśnie 11 listopada pozostał tym dniem, w którym uroczyście obchodzimy odzyskanie po 123 latach wolnej ojczyzny. Aczkolwiek nie na długo było Polakom cieszyć się z nowego święta – wybuch kolejnej wojny światowej, a następnie dziesięciolecia wrogiej wolnej Polsce władzy komunistycznej przekreśliły jego istnienie w przestrzeni publicznej aż do 1989 roku. Wówczas to ten dzień odzyskał należny mu status, ale dopiero w ostatnich latach, za sprawą środowisk narodowych wybił się ponad lokalne lub pro-partyjne obchody (choć takowe nadal się odbywają, vide: Marsz Prezydencki) i stał się wydarzeniem porywającym całe masy Polaków pragnących zamanifestować  swoje ideały. Nie inaczej było również w tym roku, gdy pod hasłem „Armia Patriotów” do Warszawy zjechały dziesiątki tysięcy naszych rodaków z całego świata. To ostatnie określenie nie zostało tu bynajmniej użyte zbyt górnolotnie ani na wyrost, gdyż sami braliśmy udział w jednym ze spotkań polonijnych przed samym marszem, ale o tym będzie mowa w dalszej części artykułu.

Członkowie i sympatycy Patriae Fidelis do polskiej stolicy zaczęli zjeżdżać się już kilka dni przed świętem, jednak pierwszym wydarzeniem, w którym wspólnie i większą grupą wzięliśmy udział była wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego w wigilię Marszu Niepodległości. Pomysł ten okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Niesamowity ogrom powstańczych historii zawartych w tym budynku jest nie mniejszy od ogromu zniszczeń dokonanych przez Niemców w Warszawie w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Wielka ilość eksponatów, uniformów, broni, biało-czerwonych opasek, pokazów multimedialnych i starych zdjęć wprowadza nas w klimat tamtych dni. Z jednej strony ‘Zośka’, ‘Parasol’, ‘Kama’, Witold Kieżun, zdobycie PAST-y, Różyczka Goździewska, Gajcy i Baczyński. Z drugiej – Dirlewanger, RONA, rzeź Woli, rzeź Ochoty, gnicie w kanałach i brak realnej pomocy aliantów oraz „czerwonej zarazy, by wybawiła nas od czarnej śmierci”. Obrazy nakładają się na siebie i wzajemnie przenikają, tworząc niesamowitą mozaikę pozwalającą choć trochę wczuć się w ówczesny klimat – euforię pierwszych dni powstania, niepewność i rozgoryczenie wraz z dalszym jego trwaniem, aż do beznadziei drugiej połowy września i początku października. Nie można przy tym wszystkim pominąć wspaniałej narracji Michała – przewodnika, który nas oprowadzał po muzeum. Pasja i plastyczność, z jaką opisywał kolejne wystawy i punkty zwiedzania oraz niesamowita wiedza jaką posiadał na temat nie tylko powstania, ale i Warszawy w ogóle, mogły budzić podziw. Wkrótce zresztą wyjawiło się, że to wszystko nie był przypadek – Michał był rodowitym warszawiakiem, a jego ojciec pisał historię Polski walcząc w tymże powstaniu w 226 plutonie „Żniwiarz” obwodu „Żywiciel” na Żoliborzu. Po zakończonym zwiedzaniu zaprosiliśmy naszego przewodnika do pobliskiego pubu, gdzie mieliśmy okazję wysłuchać dalszych fascynujących opowieści związanych z historią Warszawy. W ten oto sposób, łącząc przyjemne z pożytecznym, minęło nam popołudnie i wieczór w przeddzień narodowego święta.

Wreszcie nadszedł wtorek, 11 listopada. Dzień Niepodległości! Nim jednak wybraliśmy się na Plac Defilad, by zająć miejsce w biało-czerwonym tłumie, mieliśmy przyjemność wziąć udział w koordynowanym przez prezesa Patriae Fidelis Jerzego Byczyńskiego spotkaniu emigrantów w lokalu Piw Paw na ul. Żurawiej. Pierwszą większą grupą, która tam się zjawiła była młodzież z Austrii działająca jako Wiedeńska Inicjatywa Narodowa. Naprawdę budującym był widok tych ludzi, w większości w wieku licealnym, którzy mieszkając z dala od ojczyzny, bombardowani zewsząd przez zgniliznę moralną i nihilizm Zachodu, pielęgnują polskość w swoich sercach. Z czasem sala zaczęła się stopniowo zapełniać kolejnymi gośćmi. Wielką owację zebrała lwowianka Maria Pyż-Pakosz – przewodnicząca Radia Lwów i jedna z najbardziej znanych kresowych działaczek. Bardzo licznie pojawili się w polskiej stolicy Skandynawowie wraz z polskimi emigrantami ze Sztokholmu, Göteborga i Malmö. Ich około dwudziestoosobowa grupa wchodząca do lokalu Piw Paw nie uszła oczywiście uwadze zgromadzonej na ulicy Żurawiej policji, która akurat tutaj (traf chciał) miała swój punkt zborny. Stąd też co jakiś czas widzieliśmy funkcjonariuszy ciekawsko zaglądających do wnętrza pubu, jednak nie zaobserwowali nic z ich punktu widzenia interesującego. Wkrótce cały lokal pękał w szwach, a eter wypełniała mieszanka językowa oraz biało-czerwone barwy. O godzinie 13 część zgromadzonych udała się do kościoła św. Barbary na mszę, pozostali zaś ruszyli w okolice Pałacu Kultury prosto z ulicy Żurawiej.

Marsz Niepodległości 2014 #2Trudno opisać wrażenia ze znajdowania się tam w centrum, pośród tłumu ludzi mających podobne pragnienia i cele, pośród morza flag, transparentów, bieli i czerwieni. Z platformy ustawionej przed Rotundą płynęły słowa kolejnych przemówień – zarówno osób związanych z polskim Ruchem Narodowym, jak i przedstawicieli ugrupowań narodowych innych państw, które w poczuciu jedności z wartościami reprezentowanymi przez Polaków zdecydowały się zjawić tego dnia w Warszawie. Będąc uczestnikiem marszu człowiek nie ma najmniejszej możliwości oszacować ilości osób biorącej w nim udział. Co rusz ktoś się do manifestacji podłącza, to znów odłącza od niej, niemniej jednak dostępne w internecie materiały zdjęciowe oraz filmowe każą przypuszczać, że całkowita liczba uczestników tego patriotycznego wydarzenia rokrocznie wzrasta i całkiem możliwe, że zdążyła już ona przewyższyć 100 tysięcy osób. Stowarzyszenie Patriae Fidelis, czyniąc pewne odstępstwo od sytuacji z lat ubiegłych, zaprezentowało w Warszawie transparent poświęcony Żołnierzom Wyklętym w języku angielskim, zamiast tradycyjnego baneru z naszą nazwą. Uznaliśmy po prostu, że impreza o tak dużej masowości jest doskonałą okazją do przybliżenia grupie odbiorców niepolskojęzycznych historii tych naszych bohaterów, których działalność jest jeszcze dziś w wielu krajach zachodniej Europy zupełnie niezrozumiana. W Wielkiej Brytanii zdarzyło nam się niejednokrotnie zetknąć ze stwierdzeniami znanymi z czasów PRL-u – że skoro ci ludzie walczyli z „wyzwolicielami” naszego narodu, tj. Armią Czerwoną, NKWD, rządem lubelskim i ich dalszymi pochodnymi, to musieli to niechybnie być bandyci, wichrzyciele oraz nazistowscy kolaboranci. Mamy nadzieję, że tym drobnym gestem (na banerze znajdował się adres anglojęzycznej strony przybliżającej sylwetki partyzantów) udało nam się rozwiać podobne wątpliwości choćby u kilku osób nie znających polskich realiów powojennych. Jeśli tak się stało, uważamy, że było warto poświęcić promowanie nazwy własnej organizacji w imię pamięci o tych niezłomnych ludziach, których komuniści bezskutecznie chcieli skazać na wieczne zapomnienie i hańbę. Tegoroczna trasa marszu została zmodyfikowana w stosunku do lat ubiegłych i z Ronda Dmowskiego poprowadziła nas przez Most Poniatowskiego, by nieco przed Rondem Waszyngtona skręcić w kierunku Stadionu Narodowego. Tam na specjalnie ustawionym podeście z nagłośnieniem miały miejsce przemówienia osób związanych z organizacją marszu oraz Ruchem Narodowym w ogóle. W ich trakcie oraz nieco przed doszło do zamieszek między grupą kilkuset uczestników demonstracji a policją, która stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej rozpuściła gaz pieprzowy w stronę szeregowych uczestników marszu, powodując duszenie się wielu osób w trakcie pochodu. Z materiałów wideo dostępnych w internecie wynika, że w tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, znów istniała grupa osób podszywająca się tylko pod uczestników manifestacji (np. osoby stojące frontem do pochodu i atakujące Straż Marszu), stawiająca sobie za cel sprowokowanie co bardziej krewkich osób do starć z policją, które mogłyby później zostać wykorzystane w relacjach znajdujących się w zagranicznych rękach stacji telewizyjnych – ogólnodostępnych i opiniotwórczych w Polsce. Swój cel prowokatorzy osiągnęli. Owe media, mieniące się obiektywnymi, nie pokazały ANI JEDNEGO ujęcia z faktycznego przemarszu, a cały ich materiał filmowy koncentrował się na scenach rozgrywających się na peryferiach manifestacji. Do tego zdążyliśmy już przez tych kilka lat przywyknąć, jednak nie możemy sobie pozwolić na zawłaszczanie monopolu na prawdę przez media wrogie polskości i musimy zrobić wszystko, by uzyskać siłę medialną zdolną do pokazywania całemu społeczeństwu polskiej rzeczywistości oraz prawdziwego oblicza ludzi nami rządzących. Zarówno chuligańskie wybryki, jak i nadgorliwość policji zostały jednoznacznie potępione podczas przemówień pod Stadionem Narodowym i to niech będzie najlepszym komentarzem do całej sytuacji i pozwoli mniej zorientowanym zrozumieć priorytety wiodące tego dnia Polaków do Warszawy. Po odśpiewanym już po raz któryś Mazurku Dąbrowskiego nastąpił końcowy akcent marszu w formie koncertu zespołu Irydion. Po nim pozostało już tylko rozejść się do domów.

Podsumowując, marsz jak co roku zgromadził olbrzymią ilość uczestników wywodzących się z najróżniejszych środowisk patriotycznych. Ramię w ramię szli endecy z piłsudczykami – łączyła ich idea prawdziwie wolnej Polski, ale także jedni i drudzy byli wyrazicielami stopniowo narastającego w narodzie buntu wobec sytuacji panującej w polskiej polityce oraz tupetu rządzących naszym krajem. Czara goryczy wprawdzie nie została jeszcze przelana, ale sądząc po ilości bezpodstawnie zatrzymanych tego dnia w Warszawie moment przebudzenia polskiego społeczeństwa z letargu nie jest wcale tak odległy, jak życzyliby sobie tego ci, którzy bezceremonialnie okradają i wyprzedają naszą ojczyznę. Do zobaczenia za rok!

Marcin Majchrowski