Aktualności

Marsz Niepodległości – Warszawa, 11 listopada 2013

Marsz Niepodległości - Warszawa, 11 listopada 2013 #1W poniedziałek 11 listopada br. spotkaliśmy się w Warszawie, by godnie uczcić 95-tą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasze stowarzyszenie równocześnie świętowało swój mały jubileusz, gdyż to właśnie podczas Marszu Niepodległości przed dwoma laty padł z inicjatywy kilku kolegów pomysł stworzenia w Wielkiej Brytanii czegoś innego od znanych dotychczas form działalności. Powstałe stowarzyszenie postawiło sobie za cel docieranie do emigrantów, przede wszystkim tych młodych, mało jeszcze ukształtowanych światopoglądowo. Uznaliśmy za niezmiernie istotne, aby ci Polacy na obczyźnie nie czuli się opuszczeni i przez to nie zapomnieli o swoich korzeniach i nie rozpłynęli się w szarym, choć różnokolorowym, bezimiennym brytyjskim tłumie. Przetrwaliśmy pierwsze dwa trudne lata, stojące pod znakiem nawiązywania znajomości i wyrabiania sobie marki, jednak ze względu na pokrywanie się rocznicowych dat wygląda na to, że już na zawsze urodziny Patriae Fidelis będą w cieniu Święta Niepodległości. W końcu to my powstaliśmy dla Ojczyzny, a nie ona dla nas.Część z nas przybyła do Warszawy już dzień, a nawet dwa dni wcześniej. Niektórzy wzięli udział w organizowanym przez Ruch Narodowy antyszczycie klimatycznym, inni gościli w Muzeum Powstania Warszawskiego, a jeszcze inni po prostu zwiedzali uroczą, kameralną warszawską starówkę. Jednakże dopiero we wczesnych godzinach dopołudniowych w poniedziałek, zmierzając do ustalonego miejsca zbiórki w Pubie Warka na Wilczej, mijając liczne grupy wyposażone w biało-czerwone flagi, szale i inne atrybuty, poczuliśmy niepowtarzalną atmosferę tego miejsca i czasu. Dotarło do nas, co jest celem naszej wizyty w stolicy kraju. Wyprzedzając fakty dodam, że również zamieszki z udziałem skrajnie lewicowych i anarchistycznych bojówek, mające miejsce niedługo po starcie marszu w okolicy warszawskiego skłotu, ominęły nas szerokim łukiem. Wbrew obrazowi wykreowanemu przez media głównego nurtu, starcia te na tle całego marszu były tylko drobnym epizodem, którego oczywiście nie pochwalamy. Kto jednak nie był zainteresowany zamieszkami i przyszedł, tak jak my, tylko złożyć hołd narodowym bohaterom, ten z łatwością mógł te wydarzenia ominąć, gdyż do ulicy Marszałkowskiej one już nie docierały. Przed startem pochodu wzięliśmy jeszcze udział w okolicznościowej mszy świętej w Kościele pw Św. Barbary, coś przekąsiliśmy, po czym wyruszyliśmy pod Pałac Kultury, ćwicząc po drodze gardła poprzez intonowanie popularnych okrzyków i przyśpiewek. Przemówienia trwały tam około godziny, po czym wraz ze wszystkimi ruszyliśmy pod Rondo im. Romana Dmowskiego. Tym razem nie było długiego oczekiwania. Marsz rozpoczął się w zasadzie natychmiast po naszym dotarciu na start. Widok olbrzymiego morza biało-czerwonych flag, dziesiątek tysięcy głów i setek transparentów przy świetle rac i chóralnie śpiewanego ?Mazurka Dąbrowskiego?, ?Roty? czy ?Pierwszej Brygady? to wspomnienie na całe życie oraz coś, czego nikt nam już nigdy nie zabierze. W tej ludzkiej masie trudno jest utrzymać równe tempo marszu, a przez to również jednolitość grupy. Z tego powodu co i raz gubiliśmy i odnajdywaliśmy się. Rozdzielaliśmy, by wkrótce znów połączyć. Szli ludzie starsi, nawet o ograniczonej zdolności poruszania, matki pchające wózki oraz oczywiście nieprzebrane grupy ludzi młodych, każące z optymizmem patrzeć w przyszłość z przekonaniem, że pamięci o naszych bohaterach nie pokryje kurz zapomnienia i na fundamencie z ich ofiar zbudujemy lepszą, naszą w końcu, Polskę.

Marsz dotarł do celu bez większych zakłóceń i we względnym spokoju. Kilka razy poczuliśmy naciskające z tylu siły policyjne, będąc jednocześnie blokowani z przodu, jednak apele do funkcjonariuszy płynące z głośników o zaprzestanie tych działań argumentowane tym, że chcemy po prostu dojść w spokoju na Agrykolę zdały się przynieść pożądany efekt, bo w dalszej części ilość tego typu prowokacji stopniowo malała. W mediach głośnym echem odbiły się bezustannie powtarzane incydenty związane ze spłonięciem opartej na stalowym łuku tęczy na Placu Zbawiciela oraz budki strażniczej na terenie ambasady Federacji Rosyjskiej. Przechodziliśmy blisko tych miejsc i przeżyliśmy, co jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że w skali całej manifestacji były to tylko drobne lokalne zdarzenia, nie zaś, jak można było wywnioskować z medialnych relacji, obraz prezentujący całokształt marszu. Jako stowarzyszenie potępiamy oczywiście taką działalność, ponieważ popieramy inne metody manifestacji swoich uczuć. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że cała historia z tęczą została celowo sprokurowana przez grupy, którym przeszkadza polska niepodległość i biało-czerwone barwy. Stąd ten symbol, zawłaszczony w dzisiejszym dyskursie politycznym przez środowiska mieniące się tolerancyjnymi, w rzeczywistości zaś promujące zgniliznę moralną i zalewającą nas z zachodu antykulturę, pojawił się akurat tego dnia w stolicy nieprzypadkowo. A nie trzeba być przecież profesorem socjologii, by rozumieć, że w każdej wielotysięcznej grupie, nawet tak karnej i zdyscyplinowanej, jak uczestnicy Marszu Niepodległości tego dnia, znajdzie się kilka osób o słabszych nerwach lub mniejszej odporności na prowokacje. W przypadku incydentu pod ambasadą rosyjską, uważamy go za zupełnie niepotrzebne zdarzenie, które nadwyrężyło nieco wizerunek manifestacji. Ci z nas, którzy mieli okazję znajdować się w miejscu zdarzenia w momencie wzniecenia ognia uważają, że niedopałek racy po prostu poleciał w tamtym kierunku przypadkowo. Oczywiście do takiego zachowania także dojść nie powinno. Osoby używające środków pirotechnicznych muszą czynić to odpowiedzialnie i ponosić konsekwencje swoich czynów, jednak nie zgadzamy się na upolitycznianie tego zajścia, bo nie takie były intencje przypadkowego jego autora. Mimo prób bezprawnego rozwiązania marszu przez policję, dotarliśmy bez większych problemów pod Agrykolę, gdzie przez około godzinę słuchaliśmy licznych przemówień, między innymi Węgrów i organizatorów Marszu. O godzinie 19:30 manifestacja dobiegła końca. Mimo kłód rzucanych organizatorom pod nogi już od kilku miesięcy oraz dorabiania obchodom czarnego wizerunku, możemy spokojnie powiedzieć (trawestując znane słowa Juliusza Cezara), że przybyliśmy, przeszliśmy i zwyciężyliśmy. Liczę, że za rok widzimy się w jeszcze liczniejszym gronie. Do zobaczenia!

Marcin Majchrowski

Marsz Niepodległości - Warszawa, 11 listopada 2013 #2 Marsz Niepodległości - Warszawa, 11 listopada 2013 #1